strona główna        muzyka        gry        broń        teksty        różne        autor       

.::powrót::.

Wnęka

Niechaj zostanie mi wybaczone, iż z taką łatwością mówić potrafię o zdarzeniu, które przydarzyło mi się tej nocy piekielnej i godnej zapomnienia... Wszak wiele długich lat już minęło, a wraz z tymi latami, dzień w dzień, noc w noc wspominając zdarzenie opisane nabierałem doń dystansu, dystansu tak dużego, że teraz opowieść owa zdaje się być jedynie dniem takim jak większość dni wczorajszych. Niechaj również zostanie mi wybaczony brak opisów szczegółów dotyczących tego cóż wydarzyło się wcześniej, dosłownie kilka godzin przed przebudzeniem... Czyny moje bowiem winny zostać zapomniane, wrzucone do trumny zabitej gwoździami i porzucone w najciemniejszym kącie krypty cmentarnej. Wszak przeto nie one są ważne w tym zdarzeniu spisanym, lecz umysł i sposoby jakimi się posługiwał bym mógł poznać prawdę swej przeszłości... Od początku jednak niech zacznę...

Nikt, kto spędzi żywot swój w ciele człowieka, w stanie nie jest określić, cóż może zajść w umyśle ludzkim pod wpływem nawet jednego zdarzenia mającego miejsce poza przestrzenią pamięci. Dlaczegóż właśnie o utracie pamięci prawię? Ano dlatego, że której nocy przebudziłem się zlany potem lodowatym od stóp do głowy. W pomieszczeniu ciemność potworna panowała, a dźwięki dochodzące z poza mego domostwa przyprawiały o lęk samą swą tajemniczością i brzmieniem diabelnym, którego żaden ze znanych mi instrumentów, ni nawet rzeczy wydać z siebie by nie potrafił... Ale takież już są uroki demonicznej nocy, tworzącej z kurtki powieszonej na wieszaku potworność zgrozą zalewającą. Ale, ale, przeto rzekłem, iż przebudziłem się nocy którejś – data mgłą zalana, gdyż istnienia niegodna – nie pamiętając niczego, co też wydarzyło się przed mym przebudzeniem. Wnet umysł mój zgroza jakaś opanowała i strach jakiś. Starałem się sobie przypomnieć cokolwiek: jak mam na imię, gdzieś jestem, kimże byli moi rodziciele? I nic! Przeklęte NIC!

Wysiłek niewyobrażalny zalał me ciało podczas błądzenia pośród labiryntu zapomnianych pamięci. Do tego jeszcze ta piekielna pani Noc i jej konsekwencja Ciemność wprowadzały mnie w stan totalnego zrozpaczenia swą bezradnością wobec sił przerażenia. Złączyłem powieki i trwałem z umysłem świadomym – sen bowiem dopaść nie chciał go, z resztą któżby śnił w taką noc – i czujnym na wszelakie bodźce zewnętrzne.

Minęło tak minut kilkanaście, a ja dalej wiedziałem tyle ile zaraz po przebudzeniu. Coś się jednak wydarzyło, coś co – teraz to czuje najlepiej przeraża mnie po dziś dzień samą myślą o tym, niechaj czeluści piekielne pochłoną to co rzekłem wcześniej o dystansie, ten bowiem zatraca się teraz w mym przerażeniu! Poczułem chłód jakiś ogarniający me ciało z zewnątrz, to tak jakby za pstryknięciem palca zima mroźna zapanowała. Czułem jak z mych ust para się dobywa. Pot stał się lepki, nad wyraz obślizgły i niemal lodowaty.

Powieki więc rozwarłem, by ujrzeć jakąś przyczynę, a gdym je rozwarł zamarłem. Wzrok swój utkwiłem w miejscu jednym i wpatrywałem się weń chwil wiele długich... Jakże wielką potęgą był ten obraz, jakże koszmarną wizją człowieka chcącego przypomnieć sobie swą przeszłość! Albowiem w futrynie, naprzeciw łoża w którym to ja opanowany przez demony strachu spoczywałem, stała sylwetka ludzka, ale nie ludzka. Postać bowiem była to powłoki cielesnej pozbawiona. Zjawa biała – przez której potworne oblicze przedmioty zań postawione prześwitywały jak przez firankę jakąś...

Kobieta to była o długich prostych włosach, których koloru z przyczyn oczywistych określić się nie da. Miała cerę delikatną i twarz młodą wykrzywioną w jakimś dziwacznym grymasie. Odziana była w długie sukno do kostek sięgające, jakie damy przyodziewają przed pójściem do snu. Oczy jej zaś tkwią w wyobraźni mej pamięci po dziś. Puste, pozbawione życia. Patrzące wprost w oczy moje. Patrzą, a ja nie widzę w nich niczego prócz czerni jakieś płynnej niczym ciecz lub jak chmury pełzającej...

Spoglądałem na jej sylwetkę, a ona na moją (zanurzoną w pościeli) i tak trwaliśmy, zdawało się, wiekami. Począłem trząść się z przerażenia potwornego jakie mnie w swe sidła dopadło. Ruch jej jednak nastąpił. Zwróciła twarz w stronę prawą i unosząc się w powietrzu znikła za ścianą, a zostało po niej jedynie coś na podobieństwo dymu koloru śnieżnego, który wnet rozpłyną się w powietrzu jak demony przeszłości każdej nocy powracające. Cóż mnie wtedy pchnęło ku takiej decyzji? Być może przeczuwałem, iż widziadło zna moją przeszłość... Sądziłem, iż wizję jej twarzy mój umysł żądny przypomnienia sobie kim tak naprawdę jestem - a może raczej, byłem – stworzył.

Ruszyłem w pogoni za zjawą! Wstałem szybko z łóżka i doścignąłem ją – ale jedynie na odległość z której mogłem obserwować kolejne jej poczynania. Widziałem jak sukno przezeń noszone zdaje się unosić i falować zupełnie jak pod wodą, jakoby żadne prawo fizyki się go nie imało. Płynęła w powietrzu i przemierzała kolejne okryte mrokiem pokoje, a ja za nią podążałem by dowiedzieć się dokąd zmierza i może czymże naprawdę jest...

Śledziłem ów istotę wzrokiem bez przerwy, czasami wychylałem tylko głowę zza ściany by mnie nie ujrzała i nie poczęła kierować się w stronę moją. Coś mi jednak ciągle mówiło – takie przeczucie potworne – że widziadło wie o mych poczynaniach i na razie nie ma najmniejszego zamiaru mi w drogę wchodzić. Jakby mnie przerażonego i w szoku dokądś prowadziła i chciała bym zań podążał bezzwłocznie...

Razu któregoś wyglądnąłem zza szafy jednej, a tworu mego umysłu już ni było. Ujrzałem jeno skrawek sukna wnikający w drzwi i ten dym, tą mgłę, która wnet znikła, a samym swym istnieniem przypominała raczej jakąś surrealistyczną wizję senną... Szybko podeń podbiegłem i pociągnąłem za klamkę, a przed mymi oczami zaistniała jakby próżnia, czerń w którą wkroczyłem. Szybko włącznik światła odnalazłem i żarówka zrazu zaiskrzyła bladym, żółtawym światłem, który z mroków półmroki stworzył – a me oczy ujrzały, że w zejściu do piwnicy się znajduje.

Zszedłem po schodach drewnianych trzeszczących i piszczących szaleńczo pod wpływem kroku mojego każdego. Spojrzałem w prawo i wtedy właśnie ujrzałem ją ciała pozbawioną po raz ostatni – powtarzam, ‘ciała pozbawioną’. Patrzyła na mnie tymi potwornymi, martwymi ślepiami, a po chwili uniosła rękę , wystawiła palec, a ja zorientowałem się, że ona na mnie go kieruje i nagle jakby rozsadziło ją od środka. Jej twarz rozpłynęła się, sylwetka również, a całe ciało przemieniło się w obłok, który znikł rozpłynąwszy się w powietrzu jakoby nigdy nie istniał...

Wtedy też ujrzałem ścianę z czerwonych cegieł zrobioną, wprawdzie wszędzie wokoło takie były, ale ta jakaś inna się zdawała. Cement bowiem był jeszcze świeży. Pochwyciłem kilof leżący pod schodami piwnicznymi i uderzyłem nim z całej swej siły w mur. I tak kilka razy, aż wreszcie runą. Ku mojemu przerażeniu zań była wnęka niewielka. Gdym w nią wszedł zrazu stamtąd wyskoczyłem przerażony, blady, zlany potem, z obłędem w oczach i w pełni świadom cóżem uczynił...

Albowiem gdy tam wszedłem i ujrzałem to co ujrzałem pamięć wszelaka mi wróciła i już widziałem kim jestem, cóżem uczynił i jak pamięć straciłem.

Oto bowiem od zbrodni, której dokonałem, s a m o s z a l a ł e m ...

WINIX




komiks:

Rzeźnik666
Bip..Bip..
Ufo

różniste:

Moje opowiadania
Inne opowiadania
Moje rysunki
Moja grafika

japonia:

Samuraje
Ja i Miecz
Hagakure

humor:

Teksty
Vlepki
Revolution
Syslolki
Poryte projekty

strona:

Download
Księga
Wspieraj!



minigunmen copyright 2010






title=           

  OlafK's GR Site |   Generally |   industrial, blokowiska | Fotografia | Kielce | Tani Hosting | Śmieszne zdjęcia